W drodze na Cape Reinga.

Skojarzenia z północą dla większości z nas są podobne.  Im dalej na północ, tym zimniej. Nie w przypadku Nowej Zelandii. Nie raz, nie dwa ciężko wzdychaliśmy, że za gorąco i czym prędzej szukaliśmy pobliskiej wody, do której można było szybko wskoczyć. Northland, czyli północny region północnej wyspy, przyniósł nam wiele radości, przygód a także nowych przyjaźni, o niektórych już wiecie, a niektóre wciąż skrywamy dla siebie.

Zwieńczeniem podróży po Northland była tak długo oczekiwana Cape Reinga. Zanim przylecieliśmy do kraju kiwi, w planach mieliśmy rozpoczęcie podróży właśnie w tym miejscu, ale jak to bywa w takim życiu w aucie, wszystkie plany zmieniają się szybciej, niż pogoda w Nowej Zelandii.

I tak na Cape Reinge, dotarliśmy dopiero dwa miesiące po naszym przyjeździe. Prowadziły do niej niesamowite drogi od Dargaville, przez Waipoua Forest, gdzie znajduje się Tane Mahuta – zwane The Lord of the forest. To największe na świecie Kauri swoje imię zawdzięcza bogowi Mauri – Tane.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyobraźcie sobie drzewo, które ma już prawie 2000 lat, jest  wysokie na 51,5 metra, o średnicy prawie 14 metrów i swojej masie ponad 244 ton. Robi wrażenie, prawda? Dodatkowo wspaniała pani opowiadała nam legendy Mauri, co naprawdę było niesamowite, szczególnie w takim miejscu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejnym przystankiem był Waiotemara Bush Walk, który zwieńczył wspaniały wodospad. Wodospady zdecydowanie bardzo lubimy i nie ominiemy okazji, żeby zobaczyć kolejny i kolejny..

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mateusz wącha przyrodę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kierując się na północ minęliśmy Opononi, żeby chwilę później zatrzymać szybko auto, wysiąść i chwilę nic nie mówić. Hokianga Harbour. To był przedsmak wielkich wydm, które zrobiły na nas tak niesamowite wrażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A propo zmieniającej się szybko pogody. Dosłownie w chwilkę nad całą zatoką rozpętała się burza. Tu zbliżająca się ściana deszczu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szybka wizyta po lokalnym Fish&Chips i możemy zjechać z głównej drogi i pomęczyć nasze auto na ulubionych, żwirowych drogach Mateusza (czasem mam wrażenie, że on i Estima mają jakąś dziwną więź ze sobą i im bardziej kręte i niebezpieczne drogi – najlepiej żwirowe, bo po asfalcie nie ma zabawy – tym lepiej się razem bawią. taki niebezpieczny związek.) Dojeżdżamy, spacer po plaży i docieramy do Koutu Boulders – przedsmak „prawdziwych” Bouldersów, na które wciąż czekamy.

 

Nie było łatwo się na nie wspiąć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Takie to okrąglaki na plaży.

Ale udało się wspiąć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I uśmiechnąć zza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teraz żegnamy kamienie i jedziemy dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze tylko przejechanie promem przez zatokę i możemy zakończyć dzień na campingu, w środku lasu, w środku niczego.

Estimie się podobało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nam też, chociaż wiałoooooo…

OLYMPUS DIGITAL CAMERANo i przeuroczy camping. Ja, ty, auto i las.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATak wyglądał nasz pierwszy dzień, w drodze na Cape Reinge. Nie ukrywam, byliśmy dość zmęczeni, bo sporo zobaczyliśmy, pokonaliśmy niemało kilometrów zarówno autem jak i na własnych nogach, ale było warto. A kolejne dni na 90 Mile Beach i Te Puke Sand Dunes, jak wiecie wynagrodziły wszystkie zmęczenia czy marudzenia 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s