Waipu Caves, Piroa Falls, Broken Hills, czyli w drodze na Coromandel.

Zaraz po świętach, przyszedł smutny dla nas czas, rozstania się z Te Kopuru i całą ekipą, z którą spędziliśmy czas od połowy października do końca grudnia. Przyszedł czas na kolejne przygody i rozpoczęcie tej prawdziwej, ciągłej podróży a nie weekendowych wypadów. Kolejnym miejscem, w którym chcieliśmy spędzić parę dni był półwysep Coromandel, ale z racji tego, że od celu dzieliło nas 300 kilometrów, trasę rodzieliliśmy na parę dni, zatrzymując się w ciekawych miejscach.

Bye bye Te Kopuru. Bye bye lamb.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszym przystankiem były jaskinie Waipu Caves.

PC271012.JPG Co jest niezwykłego w tych jaskiniach? Fakt, że po wejściu w głąb, do drugiej czy trzeciej z “komnat” należy wyłączyć czołówki i.. czekać. Czekać, aż nasz wzrok przyzwyczai się do ciemności i zacznie wyłapywać najpierw pojedyńcze, swięcące w ciemności robaczki zwane Glowworm, żeby potem rozkoszować się widokiem drogi mlecznej nad swoją głową. Naprawdę widok zapierający dech w piersiach. Siedzieliśmy na kamieniach, z płynącym strumieniem u stóp i nie mogliśmy uwierzyć w to co się dzieje.

Zdjęcie tylko poglądowe, niestety nasz aparat nie był w stanie uchwycić tego niesamowitego zjawiska. 

waipu caves.jpg

Oszołomieni tym co zobaczyliśy, pojechaliśmy ochłonąć nad pobliski wodospad. Niestety czasy kiedy pod wodospadami kąpaliśmy się sami, minęły wraz z przyjściem tutejszych wakacji, więc odpoczynkiem nad wodą, dzieliliśmy się z lokalsami.

PC271053.JPG

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali wejść na górę wodospadu. Czasem się udaje, czasem nie. Tym razem probowaliśmy, chociaż czasem było stromo a ścieżka, czy może jej brak prowadziła przez istną dżunglę, dotaliśmy.

PC271057.JPG

Popatrzcie, jestem na szczycie wodospadu, hejka!

PC271071.JPG

I ja też! Ja też!

PC271079.JPG

Po wodospadzie, minęliśmy Auckland, udając, że wcale nas tam nie było (to miasto nas nie lubi) i udaliśmy się na camping, który oczywiście okazał się parkingiem przy boisku do rugby. Budzenie się w okolicach tych wielkich bramek, staje się dla nas normą. Tylko dlaczego nikt, nigdy w to rugby nie gra?

PC281090.JPG

Kolejnego dnia, już jednym kołem byliśmy na półwyspie Coromandel. Postanowiliśmy, że zaczniemy z grubek rury i pojedziemy od razu w okolice największych turystycznych atrakcji czyli Hot Water Beach i Cathedral Coves. Ale zaraz, zaraz! Jeszcze krzyczy nam przewodnik, że po drodze Broken Hills i kopalnie złota, i że będzie kapało na głowę, a bez czołówek to lepiej się nie wybierać. No to ok, długo się nie zastanawiamy, zjeżdżamy z trasy i ruszamy.

Trasa od początku była bardzo malownicza i praktycznie pusta, przez parę godzin spotkaliśmy dwie osoby i całe szczęście, bo znowu prawie się zgubiliśmy na prostej drodze 🙂

PC281097.JPG

Po drodze mijaliśmy większe i mniejsze korytarze, którymi wożono złoto.

Jeszcze pare górek przed nami i przepiękne widoki.

PC281146.JPG W końcu docieramy do najdłuższego tunelu, więc czołówki w ruch i wchodzimy w ciemności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze znaki, które nas szczególnie pozytywnie do dalszego brnięcia w ciemności nie zachęcały 🙂

PC281120.JPG

Ale udało się! jesteśmy po drugiej stronie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wycieczkę zakończył wodospad, a jakże!

PC281150.JPG

Następnego dnia z rana, wyruszyliśmy, zobaczyć o co chodzi z tymi gorącymi wodami i popularnością półwyspu Coromandel…

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s