Coromandel – gorące plaże i zimne deszcze.

Półwysep Coromandel znajduje się na wschód od Auckland. Każdy, komu wspominaliśmy, że jedziemy w stronę Coromandel mówił, że to świetne miejsce, więc strasznie się cieszyliśmy na parę nadchodzących dni. Po atrakcjach dni poprzednich, przyszedł czas na gorące wody, przeplecione gwałtownymi ulewami.

Zacznijmy od Hot Water Beach. Jak to cudownie brzmi, prawda? Potrafi rozbudzić wyobraźnie, przynajmniej naszą. Fenomen tego miejsca bierze się oczywiście z gorącej wody, która  wypływa z wykopanych własnoręcznie dołków. Zjawisko to, jest możliwe dzięki gorącym skałom (pozostałości po wybuchu wulkanu), znajdującym się 2 kilometry pod plażą.

1.JPGWystarczy przyjść o odpowiedniej porze (odpływ), wykopać sobie dołek i już – domowe termy gotowe. Tak nas zachęcił taki opis, że już z rana byliśmy zwarci i gotowi do kopania własnego bajorka.

Na campingu dowiadujemy się, że najlepszą godziną na odwiedzenie tego miejsca jest 9 rano, więc na parkingu, już dość tłocznym, meldujemy się o 8:45. Przy plaży znajduje się dość dużo knajp, które tylko podkreślają turystyczność tego miejsca i oczywiście wszędzie znajdują się wypożyczalnie… łopat.  Po 5 minutach spaceru naszym oczom ukazał się tłum ludzi.

PC291166.JPG

Zbliżamy się i nie możemy uwierzyć,  ile ludzkich istot z łopatami pod pachą, potrafi zmieścić się na małym kawałku plaży.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niektórzy byli naprawdę zdesperowani, żadna głębokość nie była im straszna.

PC291163.JPG

Sprawdzamy nieśmiało wodę w jednej z utworzonych dziur na plaży i faktycznie, ciepła…

PC291159.JPG

Patrzymy chwile na tych ludzi i za bardzo nie wiemy, co możemy teraz robić. Taka forma relaksu, zdecydowanie nie jest dla nas, aczkolwiek jesteśmy absolutnie zafascynowani tym miejscem 🙂

 Porozumiewawcze spojrzenia  i wiemy, że  15 minut z Hot Water Beach nam wystarczy. Czas ruszać dalej, znaleźć jakąś plażę, na której w spokoju możemy zjeść śniadanie. Pomiędzy Hot Water Beach a naszym kolejnym punktem – Catherdal Cove znajduje się plaża Hehei. Strzał w 10! Jedna z naszych ulubionych plaż w Nowej Zelandii. Nie ma co się rozpisywać, popatrzcie na zdjęcia jak tam było pięknie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po całym dniu lenistwa stwierdzamy, że jednak wypadałoby coś jeszcze zobaczyć, więc godzinka spaceru i jesteśmy w kolejnym miejscu z „katalogu” czyli Cathedral Cove.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z racji tego, że było już dość późno i padał deszcz, chcieliśmy jak najszybciej zatrzymać się na jakimś campingu, wziąć prysznic i iść spać. Ale oczywiście, sezon wakacyjny, wszędzie można zostać pod warunkiem uprzedniej rezerwacji. Przed nami wizja spania na dziko (co za tym idzie wizja 200$ mandatu), ale na szczęście na campingu Earl’s Paradise, który z rajem miał mało wspólnego, dostajemy miejsce na nasz dom w aucie.

Z rana ruszamy na New Chum Beach – podobno znajduje się w rankingu Top 20 plaż w Nowej Zelandii, ale nas niczym szczególnym do siebie nie przekonała. Bardziej zachwyciliśmy się Hehei Beach czy małymi zatokami w drodze na Cathedral Cove.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem dotarliśmy do miasta Coromandel. Wydawało się, że będzie to miasto tętniące życiem, dodatkowo przed samym sylwestrem. Zupełnie przypadkiem, pomyśleliśmy sobie, że fajnie by było tu zostać i pooglądać okoliczne atrakcje, ale że campingi drogie, to trzeba by ogarnąć jak spać za free, bez narażania się na mandaty. No i proszę, mówisz  i masz. 5 minut później znajdujemy ogłoszenie, że pobliski camping poszukuje pomocników. 3 godziny pomocy, w zamian za spanie i kolacje. Zajarani naszym pierwszym Woofingiem, stawiliśmy się na miejscu. Gospodarze byli bardzo zdziwieni, ale jak dotarło do nich, że tak szybko przyjechaliśmy, dostaliśmy wielki rodzinny uścisk, kolacje i od rana zaczęliśmy pracę. No i cóż,  jak to czasem bywa, kiedyś wieczne szczęście musi się skończyć. Na campingu wytrzymaliśmy trzy dni, praca, którą mieliśmy wykonywać nam nie odpowiadała, więc zaraz po nowym roku spędzonym na plaży, ruszyliśmy do Auckland, gdzie czekał już na nas Nasar z Afganistanu ze swoim bratem, żeby zorganizować nam certyfikację naszego auta ze zwykłej Toyoty, na Toyotę Self Contained (te słowa niczym magiczne zaklęcia podnoszą wartość auta o kolejne $$$).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Tak oto zakończył się nasz rajd po półwyspie Coromandel. Całkiem szczerze, uważamy, że jeśli ktoś nie ma w planach zwiedzania Northland, to jest to bardzo ciekawe miejsce. Pełne pięknych plaż, wodospadów, tras wycieczkowych – jednym słowem to takie skompaktowane Northland, ale jeśli ktoś, tak jak my, w północnym regionie spędził sporo czasu, Coromandel nie spowoduje ciągłych ochów i achów. A może po prostu Nowa Zelandia, aż za bardzo rozpuściła nas swoim pięknem? 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s