Rotorua. Maorysi. Gejzery. I zepsute jajo.

Po Hobbitonie, pięknym Coromandel i przygodach w Auckland pomału przesunęliśmy się w głąb północnej wyspy i dotarliśmy do miasta Rotorua, położonego nad pięknym jeziorem o tej samej nazwie.

P1120068.JPG

Sama nazwa w języku Maorysów oznacza Drugie jezioro‚ (Roto: jezioro, rua: dwa/drugie) i została nadana miastu przez jednego z maoryskich odkrywców. Jest to jedno z najbardziej turystycznych miejsc w centralnej części północnej wyspy i zarazem jedno z najbardziej niezwykłych. Ale od początku. Zaraz po otworzeniu drzwi auta nas brzegiem jeziora, równocześnie wykrzyknęliśmy „ALE ŚMIERDZI!”. Cóż, w tym momencie dotarło do nas, że przecież sami chcieliśmy przyjechać, zobaczyć no i poczuć to miasto. A czuje się głównie zapach zgniłego jajka, który jest wynikiem unoszącego się w powietrzu siarkowodoru.

P1130098.JPG

 Ale nie ma się co dziwić, Rotorua to jedno z najbardziej aktywnych wulkanicznie miejsc w Nowej Zelandii. Jest tu chyba wszystko co przekona największego niedowiarka, że Ziemia to jeden, wielki żyjący organizm – od gorących jezior, po wulkany, gejzery czy baseny z bulgoczącym błotem.

Po ogarnięciu miejsca do spania,  ruszyliśmy pozwiedzać okoliczne atrakcje, co zajęło nam kolejny tydzień!

Totalnie podekscytowani ruszyliśmy do Kuirau Park, który znajduje się w centralnej części miasta. W tym parku naprawdę trzeba uważać, bo gorące gejzery często znajdują sobie nowe ujścia, więc lepiej trzymać się wyznaczonych ścieżek 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drugiej stronie parku trafiliśmy na miejskie gorące źródła, więc skorzystaliśmy z okazji i zatrzymaliśmy się tam na krótki relaks.

P1120083.JPG

10 minutowy spacer dzielił nas od Maoryskiej wioski Ohinemutu Village, która wciąż zrzesza aktywną część społeczności Maorysów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Można zobaczyć jak powstają oryginalne Maoryskie rzeźby, wejść do środka Marae (domu spotkań) a przy odrobinie szczęścia zobaczyć prawdziwą Hakę czy nauczyć się oryginalnych Maoryskich tańców.

Ta mała wioska to zaledwie parę domów, cmentarz, kościół i wspomniane Marae. Trochę na uboczu, trochę jakby zapomniane i wyparte przez zrobioną pod turystów wioskę Te Puia, ale wciąż żywe i uroczo naturalne.

Kolejną miejską, intensywnie pachnącą atrakcją to Sulphur Bay. Miejsce niezwykłe, idealne na krótki wieczorny spacer, kiedy już powietrze powoli się ochładza, a skały zaczynają parować jeszcze intensywniej niż za dnia.

P1160242.JPGDodatkowo to wielka gratka dla miłośników ptaków, ale uwagą Pukeke stają się dość natarczywe, gdy zwęszą w pobliżu jedzenie! I jak zwykle trzeba uważać, bo mini gejzery buchające z ziemi są naprawdę gorące! Mateusz oczywiście się tym nie przejął i musiał się przekonać, czy ta woda to naprawdę taka gorąca 🙂

P1160245.JPG

Ostatniego dnia w Rotorua wybraliśmy się do Government Gardens, po których oprowadzała nas przeurocza pani przewodnik. Wiek około 80 lat, werwa niejednej 20 latki. Dodatkowo była tak ucieszona, że pomimo niesprzyjającej pogody, ktoś pojawił się na zwiedzaniu, że gdyby nie deszcz, który jednak przerwał nam to przesympatyczne spotkanie, to na pewno trwałoby one jeszcze dłuższą chwilę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak dowiedzieliśmy się o historii miejskiego SPA, ufundowanego w celu promowania NZ na świecie w 1898 roku,  ciekawostek dotyczących stosunków Maorysko-Brytyjskich czy co nieco o sztuce współczesnej NZ.

Kolejne dni spędziliśmy dużo aktywniej, przemierzając sporo kilometrów, aby Rotoruę poznać od trochę innej strony 🙂

*W Rotorua przebywaliśmy od 11 do 18 stycznia.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s