30km. W poszukiwaniu ciepłych źródeł.

Rotorua to z jednej strony taki polski Ciechocinek ze swoimi gorącymi wodami i błotkami, trochę Mazury ze swoimi wielkimi jeziorami.  Główne to oczywiście jezioro Rotorua, ale też parę innych, które znajdują się w niewielkiej odległości od siebie. Każde jezioro położone jest w otoczeniu gęstych i zachwycających buszy, pełnych „pure NZ nature”.  Nam udało się przejść praktycznie każda trasę, którą oferował ten region, więc jesteśmy z siebie bardzo dumni. Zaczęliśmy od dość prostej trasy prowadzącej dookoła dwóch jezior. Na szczycie jednej z górek można popatrzeć się w prawo na Blue Lake i na lewo Green Lake.

Zaczęliśmy od śniadania, spotkaliśmy bardzo miłego pana, który znał Wałęsę a podczas pobytu w armii, stacjonował z jednym Polakiem, o którym miał niezliczone ilości prześmiesznych historii. Uśmialiśmy się z jego opowieści, popodziwialiśmy jego niesamowitego psa i ruszyliśmy przed siebie:)

To była miła rozgrzewka przed naszą pierwsza tak długą trasą, czyli 30km trasą prowadząca do gorących wód przy jeziorze Tarawera.

P1140147.JPG

Nazwa rozbudziła nasze oczekiwania, w szczególności po tłumach, które spotkaliśmy nas na Hot Water Beach na Coromondel. Dodatkowo nasza ciekawość podsycona była opowieściami znajomych z Francji, którzy nie mogli się nachwalić jaka to super wycieczka, no i że po prostu musimy tam iść będąc w okolicy. Po takich zapewnieniach nie mogliśmy zrobić nic innego jak wstać z samego rana i ruszyć 15 km przed siebie, poprzez nowozelandzki busz, w poszukiwaniu ciepłego źródła wypływającego ze skały.

P1140118.JPG

Mateusz jeszcze się cieszy, bo nie wie co go czeka 🙂

Wyobrażaliśmy sobie to mniej więcej jako wielki wodospad płynący z równie wielkiej skały i niewielkie jezioro ukryte wśród olbrzymich paproci.. a w tym wszystkim my z uśmiechami na twarzy i butelką nowozelandzkiego  piwka w ręku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z takim zapałem i oczekiwaniami, każdy by się porwał na taką trasę, prawda? Nic nie zwiastowało nadchodzącego nieszczęścia, nawet rozmowy z lokalnymi mieszkańcami, które ucięliśmy sobie w jednym z barów, objeżdżając jezioro Rotorua dookoła. Cóż, oni jakby trochę nam tę trasę odradzali, trochę patrzyli się na nas jak na wariatów, że chcemy ją zrobić tam i z powrotem.

No bo oczywiście można było przypłynąć lub wrócić na Hot Water Beach wodną taxi, ale jak już weszliśmy w rolę backpackerów to musimy się jej trzymać i chociażby nie wiemy co, to na taxi się nie porwiemy

P1140136.JPG

 Mijając ostatni znak, mówiący, że jeszcze można, jeszcze jest zasięg i jest nadzieja, a w nogach jakby mało sił, myśleliśmy, że przecież zaraz gorące źródła, zaraz regeneracja i…

i dotarliśmy.

15 km za nami. Brak zasięgu, Water Taxi nigdzie nie widać, pewnie od paru dni zresztą ich tu nie było, 15 km przed nami a Hot Water Beach.. no sami spójrzcie.

P1140137.JPG

W mini bajorku posiedzieliśmy parę minut (plus, że naprawdę źródełko, nie mające nic wspólnego z naszymi wyobrażeniami, było bardzo ciepłe) i ruszyliśmy w drogę powrotną.

P1140121.JPG

Cóż to była za katorga. Chociaż staraliśmy się przez pierwsze kilometry wciąż się uśmiechać i dodawać sobie otuchy, że przecież zaraz koniec.

P1140144.JPG

W mini bajorku posiedzieliśmy parę minut (plus, że naprawdę źródełko, nie mające nic wspólnego z naszymi wyobrażeniami, było bardzo ciepłe) i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cóż to była za katorga. Każdy metr dłużył się niemiłosiernie a jak już wiedzieliśmy, że jesteśmy tuż tuż, już z oddali widzieliśmy naszą Estimę i już czuliśmy tę miękkość materaca, na którym zaraz się położymy.. zgubiliśmy się. Tak drodzy Państwo, zgubiliśmy się na prostej drodze. Mateusz pewnie szedł przed siebie, chociaż ledwo zipiał a Karolina z głową spuszczoną w dół, krok za krokiem w milczeniu, aby nie pogarszać już ciut napiętej sytuacji, dreptała za nim. Dopiero jak znów zaczęliśmy ostre podejście a potem jakieś dziwne łańcuchy, zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak i gdzieś na tej prostej drodze, musiało być odbicie w bok. Zawracamy i faktycznie, po około 20 minutach na środku drogi stał znak, który, chyba już z przemęczenia, obydwoje ominęliśmy. Ale w końcu dotarliśmy, udało się!

P1140158.JPG

Wtedy też obiecaliśmy sobie, że 30km szlaki nie są dla nas. No po prostu nie. I że więcej się na takie szaleństwo nie porwiemy… sami się z tego śmialiśmy, kończąc 4 dni później naszą kolejną 11 godzinną trasę. Cóż, to Nowa Zelandia, kto tu dużo nie chodzi, ten trąbka!

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s